poniedziałek, 7 maja 2012

Chwała zasłużonym - Peter Dubovský

W barwach madryckiego Realu (fot. sport.cas.sk)
Dziś obchodziłby 40. urodziny. Pewnie ciągle działałby w piłce, może trenowałby Slovan, może pracowałby przy reprezentacji Słowacji. Peter Dubovský, bo o nim mowa, odszedł jednak w tragicznych okoliczościach 12 lat temu.

Po Janko Daučíku, piłkarzu, który jeszcze w czasach komunistycznej Czechosłowacji biegał po hiszpańskich boiskach, stał się drugim Słowakiem w historii Realu Madryt. W drużynie ze stolicy Hiszpanii debiutował za kadencji trenerskiej Benito Floro. Dubovský wsławił się w Pucharze UEFA w sezonie 1991/1992 kiedy strzelił bramkę właśnie madryckiej drużynie. Po golu Petera Slovan remisował, ale bramka Emilio Butragueño na niecały kwadrans przed końcem meczu dała zwycięstwo Realowi. W rewanżu było 1:1 i dalej awansowali Hiszpanie, którzy dopiero w półfinale polegli w starciu z Torino.

Dubovský został w Hiszpanii dobrze zapamiętany. Rok później, już w Lidze Mistrzów  dwukrotnie wpisywał się na listę strzelców w meczu pierwszej rundy, w którym rywalem był węgierski Ferencváros. W kolejnej fazie rozgrywek macierzysty klub Słowaka, Slovan, poległ sromotnie z Milanem, finalistą rozgrywek. Następny sezon  Dubovský zaczął już w madryckim Realu. Ze stołeczną ekipą wywalczył Superpuchar Hiszpanii w 1993 roku i mistrzowski tytuł dwa lata później. Podczas dwóch lat spędzonych w Madrycie rozegrał 31 ligowych spotkań dla Realu, w których dwa razy wpisywał się na listę strzelców.

W madryckim Realu był jednym z wielu, w Realu Oviedo Dubovský grał już pierwsze skrzypce.  Po przegranej rywalizacji  o miejsce w składzie m.in. z Raulem, Słowak robił furorę w Asturii. Na Santiago Bernabéu nie zrobił kariery, tak jak wielu innych wielkich piłkarzy. Gra w wielkiej drużynie przerosła zawodników o talencie niepodważalnym, jak Robert Prosinečki, Gheorghe Hagi czy chociażby gwiazda brazylijskiej ligi przez długie lata, Dejan Rambo Petković. Między nimi mógł być i  Dubovský, niestety jego kariera zakończyła się, gdy miał 28 lat.  W 2002 roku został wybrany drugim piłkarzem 10-lecia niepodległej Słowacji. Wyprzedził go tylko Ľubomír Moravčík.


Peter Dubovský zginął robiąc zdjęcie wodospadu w Tajlandii w czasie urlopu. Pośliznął się na mokrym kamieniu i spadł z wysokości 10 metrów. Rozległe obrażenia mózgu i duża utrata krwi oraz zbyt późne przetransportowanie go do szpitala zakończyło się śmiercią. Sportowe media wiadomość o tragicznej śmierci gwiazdy Realu Oviedo umieszczały pomiędzy informacjami o transferze Mario Stanicia z Parmy do Chelsea i doniesieniami z toczących się właśnie mistrzostw Europy w Belgii i Holandii.

Przebudowa Ajaksu

Ajax został po raz 31. w historii mistrzem Holandii. Po fenomenalnej drugiej połowie rundy wiosennej piłkarze Franka de Boera wyprzedzili o sześć punktów Feyenoord Rotterdam. Co ciekawe, włodarze Ajaksu zachowują się tak, jakby nie chcieli powtórzyć sytuacji z zakończonego sezonu, kiedy kłopoty z kontuzjami sprawiły, że drużyna nie była w stanie rywalizować na dwóch frontach i w Lidze Mistrzów ponownie zawiodła.

Obrona przede wszystkim

Moisander byłby idealnym następcą Vertonghena (fot. iltasanomat.fi)
Prawa strona defensywy Ajaksu była w ostatnich trzech sezonach królestwem Gregory'ego van der Wiela. Odejście tego piłkarza jest już przesądzone, ale w działaniach włodarzy Ajaksu widać już ruchy mające na celu sprowadzenie do Amsterdamu wartościowego zmiennika dla reprezentanta Holandii. Jak na razie mówiło się głównie o sprowadzeniu z Mallorki Holendra, Gianniego Zuiverloona. Prawy obrońca drużyny z Balearów ma niespełna 26 lat i jest wychowankiem Feyenoordu. Dla Ajaksu sprowadzenie piłkarza Mallorki może stać się rewanżem za podkupienie własnego wychowanka, Johna Goossensa, przez klub z Rotterdamu. Inną opcją zastąpienia van der Wiela może być wychowanek De Toekomst, Khalid Boulahrouz, który dysponuje znacznie większym doświadczeniem niż obrońca Mallorki. Alternatywą dla transferów może być śmiałe postawienie na Ricardo van Rhijna, który wraz z upływem czasu spisywał się w defensywie coraz lepiej, w dodatku sprawdzał się też, kiedy brał udział w akcjach ofensywnych. Alternatywą dla grywającego także na środku van Rhijna może zostać wyróżniający się piłkarz drugiej drużyny, Ruben Ligeon, który błyszczał w meczach cyklu Next Gen Series, w którym Ajax m.in. zdemolował młodą drużynę Barcelony.

Pozycją, która najbardziej ucierpi po zakończeniu sezonu, będzie z pewnością środek obrony. W klubie powinien zostać Toby Alderweireld. Belg będzie liderem defensywy w przyszłym sezonie. Miejsce obok niego zwolni Jan Vertonghen, o którego biją się czołowe kluby europejskiej. W przypadku dotychczasowego kapitana Joden najwięcej mówi się o zainteresowaniu Tottenhamu, Arsenalu i Juventusu. Vertonghen zakończył mistrzowskim tytułem kapitalne w swoim wykonaniu rozgrywki i udowodnił, że zasłużył na transfer do lepszego klubu, który pomoże mu w dalszym rozwoju. Od początku holenderskie media spekulowały, że nowym partnerem Alderweirelda na środku defensywy Ajaksu będzie Niklas Moisander. Stoper AZ terminował w Amsterdamie w latach 2004-2006. Jego atutem jest chłodna głowa i gra obiema nogami. W dodatku jego obecny klub może być zmuszony do sprzedaży lidera bloku obronnego, bo w Alkmaarze nie ma stabilności finansowej. Ajax może pokusić się o kupno w pakiecie dwóch defensorów AZ. Newralgiczną od kilku lat lewą obronę mógłby wzmocnić reprezentant Danii, Simon Poulsen, który w kończącym się sezonie wznosił się na wyżyny swoich umiejętności. Pozostali kandydaci do uzupełnienia formacji obronnej Ajaksu to wychowanek klubu grający dzisiaj w Belgii, Ryan Donk (minus - jest prawonożny jak Alderweireld), i kapitan młodzieżowej reprezentacji Holandii grający w tej chwili w NEC Nijmegen, Bram Nuytinck.

Kto ofensywnym pomocnikiem?

Schöne z trener de Boerem (fot. ajax.nl)
Pewne jest odejście van der Wiela i Vertonghena, podobnie będzie najprawdopodobniej z Christianem Eriksenem. Jeden z największych talentów w europejskiej piłce znalazł się na celowniku m.in. hiszpańskiej Malagi. Jeżeli wszystko potoczy się tak, jak prognozuję wyżej, to starszy Duńczyk zastąpi młodszego. Lasse Schöne, były piłkarz NEC ma naturalne predyspozycje do zastąpienia Eriksena jako ofensywnego pomocnika w składzie drużyny Franka de Boera. Należy jednak pamiętać o tym, że na tej pozycji w Amsterdamie jest olbrzymia konkurencja. Wygranymi w walce o skład będą zapewne piłkarze bardziej uniwersalni, którzy będą korzystać na wykluczeniach za kartki i kontuzjach zawodników na innych pozycjach. Doskonałym przykładem takiego piłkarza jest Siem de Jong, który powędrował na środek ataku ze swojej nominalnej pozycji za napastnikami. Spisywał się tam bardzo dobrze, ale zakup klasowej dziewiątki i powrót do zdrowia Kolbeinna Sigthorssona zapewne spowoduje, że urodzony w Szwajcarii Holender będzie rywalizował o miejsce z piłkarzami formacji pomocy.

O grze w większym wymiarze czasowym niż w zakończonym właśnie sezonie na pewno marzy Thulani Serero. Piłkarz z RPA będzie miał jednak spore problemy by przebić się do pierwszej drużyny. Przy tym nazwisku poważnie powinno rozważyć się opcję wypożyczenia młodego pomocnika do którejś z drużyn Eredivisie. Regularna gra mogłaby sprawić, że w sezonie 2013/2014 będzie ważnym piłkarzem Ajaksu.

Nicolas Lodeiro powoli może myśleć o opuszczeniu stolicy Holandii. Uważany jeszcze niedawno za wielki talent Urugwajczyk, który ma na swoim koncie występ w mistrzostwach świata w RPA nie rzucił nikogo na kolana. Problemy z kontuzjami i brak stabilizacji formy sprawiły, że na grę w przyszłym sezonie nie ma raczej co liczyć.

Wyżej wspominałem o uniwersalnych piłkarzach, którzy mogą pozostać w zespole, dzięki możliwości gry na wielu pozycjach. Takim zawodnikiem jest Ismail Aissati. Po letnich transferach powinien opuścić wyjściową jedenastkę, w której zadomowił się w ostatnich kolejkach tego sezonu. Dobra dyspozycja powinna dać mu kredyt zaufania u trenera de Boera, ale raczej nie spodziewam się Aissatiego w najmocniejszej jedenastce Ajaksu na przyszły sezon. Marokańczyk będzie pojawiał się na murawie (o ile nie odejdzie) w sytuacjach, kiedy innym zawodnikom (oba skrzydła i ofensywny pomocnik, środkowy pomocnik) będą przytrafiać się kontuzje lub wykluczenia.

Atak - wzmocnienie czy uzupełnienie?

Elia nie przebił się do składu Juve (fot. goal.com)
Formacja ataku, mimo zawrotnych statystyk wypracowanych w tym sezonie (93 strzelone bramki) również wymaga reorganizacji. Klub opuści zapewne Dmitrij Bułykin, a wobec kontuzji i chimerycznej formy Miralema Sulejmaniego (niektóre źródła podają, że klub rozważa jego sprzedaż bądź wypożyczenie), de Berowi pozostawałoby opieranie się na niedoświadczonej młodzieży. Jak do tej pory wspominało się głównie o sprowadzeniu skrzydłowych, więc można jeszcze łudzić się, że do kadry pierwszego zespołu trafią utalentowani gracze Jong Ajax, Davy Klaassen i Viktor Fischer. Jeśli chodzi o skrzydłowych, to faworytami są jak na razie kandydat do wyjazdu na EURO grający w SC Heerenveen, Luciano Narsingh i piłkarz Juventusu Eljero Elia. Jeden i drugi gwarantują duży skok poziomu w grze w bocznych sektorach boiska. Zwłaszcza szerzej znany międzynarodowej publiczności Elia mógłby wpasować się do Ajaksu. Jeżeli sprawdziłby się taki scenariusz, to najprawdopodobniej odszedłby Sulejmani, a na wypożyczenie powędrowałby Jody Lukoki. Do drugiej drużyny na pozycję środkowego napastnika awansował już błyszczący w Copa Amsterdam, Elton-Ofoi Acolatse. Przymierzany do rezerw jest również 19-letni piłkarz szwedzkiego Jönköping Södra, Branimir Hrgota

Prognoza GDS

Już wiadomo, że klub opuszczają Andre Ooijer, Jeroen Verhoeven i Florian Jozefzoon, który nie znajdzie zatrudnienia w Amsterdamie po powrocie z wypożyczenia do Bredy. Z pewnością Amsterdam opuści też Mounir El Hamdaoui, zanosi się też na odejście Bułykina. Jeżeli w klubie postawi się na Roly'ego Bonevacię (chociażby w roli zmiennika) to sprzedany powinien być również Eyong Enoh.

Wymarzona jedenastka:

Cillessen - van Rhijn, Alderweireld, Moisander, Poulsen - Anita, Janssen, Schöne - Elia, Sigthorsson, Boerrigter

Powinni odejść: Joeroen Verhoeven, Daley Blind, Dmitrij Bułykin, Andre Ooijer, Eyong Enoh, Nicolas Lodeiro, Miralem Sulejmani, Mounir El Hamdaoui.

Zasługują na szansę: Ruben Ligeon, Mats Rits, Dico Koppers, Davy Klaassen, Viktor Fischer, Roly Bonevacia.






czwartek, 19 kwietnia 2012

Piotr Parzyszek dla GDS!

Piotr z optymizmem patrzy w przyszłość (fot. degraafschap.nl)
Piotr Parzyszek to jeden z najbardziej utalentowanych piłkarzy grających w młodzieżowych rozgrywkach Eredivisie. Reprezentujący klub de Graafschap z 50-tysięcznego Doetinchem może wkroczyć do seniorskiej rywalizacji w Kraju Tulipanów. 19-letni reprezentant polskiej młodzieżówki dał się namówić na chwilę rozmowy.

Całą piłkarską edukację przechodziłeś w Holandii. Możesz opowiesz nam, jak wyglądały Twoje pierwsze treningi? Na co kładzie się nacisk przy rozpoczynaniu przygody z piłką.


Najważniejsze w Holandii zawsze było bycie szczęśliwym na boisku! Na początku, kiedy miałem 6 lat to jeszcze nie bylo takich specjalistycznych treningów. Dopiero kiedy przeszedłem do Vitesse Arnhem i później do de Graafschap zmieniły się priorytety. Wtedy najważniejsza zaczęła być gra pozycyjna, czyli utrzymywanie piłki i umiejętne jej rozgrywanie! Dobre przyjęcie piłki i jej celne odegranie właśnie technika holenderskiej piłki!

A kiedy wiedziałeś, że zostaniesz środkowym napastnikiem? Od początku grałeś w ataku?

Kiedy byłem młody to zawsze gralem w ataku. W Vitesse Arnhem jako prawy i lewy skrzydłowy, w ESA Rijkerswoerd jako środkowy pomocnik, a w Graafschap od początku jako środkowy napastnik!

Czy polscy kibice mogą wyobrażać sobie Ciebie na miejscu Rydella Poepona w składzie de Graafschap w najbliższym czasie?

Ww tym sezonie już raczej nie, bo sezon już prawie się zakończył, ale w następnym sezonie na pewno mogą liczyć na mój debiut!

Czy trenerzy dają Ci nadzieję na występy w pierwszej drużynie? Czy zdarza Ci się trenować z zespołem, który gra w Eredivisie?

Na początku sezonu trenowałem z pierwsza drużyną i wtedy też zaliczyłem nieoficjalny debiut w pierwszej drużynie w meczu sparingowym. W ciągu roku tez trenowałem czasami z pierwsza drużyną!

Jakiś czas temu w polskich mediach mówiło się o Twojej osobie w kontekście transferu do Aston Villi. Niektóre źródła mówiły też, że o kupieniu Parzyszka myśli PSV. Ile było prawdy w tych informacjach? Jak było na testach w Birmingham?

W tych informacjach było dużo prawdy i czały czas jest! Byłem na testach w Aston Villi. Z drużyną U18 trenowałem cały tydzień i grałem mecz z Derby County. Wygraliśmy 2-0 i strzeliłem jedną bramkę! Wszyscy w klubie byli pewni, że przejdę do Anglii, ale klub nie miał tyle pieniędzy, ile de Graafschap chciał. PSV tylko informowało o zainteresowaniu.  Zresztą nie tylko oni, bo było też tak, że Blackburn Rovers mnie zaprosiło na testy, ale klub mnie nie puścił bo miałem mecze. Również TSG Hoffenheim chciało mnie sprawdzić, ale dla mnie to było już wystarczająco dużo zagranicznych klubów w tamtym czasie. Teraz zajmuję drugie miejsce w tabeli strzelców Eredevisie U19, więc dalej pojawia się zainteresowanie innych klubów.

Fani gry komputerowej Football Manager znają Cię bardzo dobrze, dużo lepiej niż fani śledzący piłkę nożną w telewizji. Czy myślisz, że Twój talent ma szansę wybuchnąć również w rzeczywistości?

Talent w grze jest może za duży, ale z drugiej strony nie ma czemu się dziwić. Jako 16-letni chłopak znalazłem się na testach w Aston Villi, chciało mnie Blackburn Rovers i TSG Hoffenheim, interesowało się mną PSV. Nikt nie wie jak będzie w przyszłości. Jako 16-latek podpisałem pierwszy profesjonalny kontrakt i myślę, że mogę mieć taką karierę, jak w Football Manager, ale pewnych etapów nie da się przeskoczyć. Na wszystko jest czas.

Mieszkasz od wielu lat za granicą. Czy myślałeś kiedykolwiek o reprezentowaniu innego kraju niż Polska? Holandia słynie z doskonałej pracy z młodzieżą. W Polsce warunki do rozwoju są dużo gorsze...

Nie, nigdy o tym nie myślałem. Od początku kiedy zacząłem się dobrze rozwijać zawsze marzyłem, by grać dla Polski, bo urodziłem się tam i zawsze tam wracam na święta i wakacje do rodziny! Czuję się Polakiem, nie Holendrem.

Jak do Twojego pochodzenia odnoszą się klubowi koledzy? Holandia wprawdzie słynie z multikulturowego społeczeństwa, ale najwięcej jest raczej Marokańczyków i Turków…

Dla mnie wszyscy są normalni, chociaż jest dużo ludzi w Holandii, którzy myślą, że jeśli jesteś obcokrajowcem, to jesteś zły, kradniesz i nie wiem co jeszcze. Dopiero przy bezpośrednim kontakcie przekonują się, że stereotypowe myślenie nie jest dobre. U mnie w klubie tylko czasami żartują,  ale po tylu latach to polowa zespołu nie postrzega mnie jako Polaka.

Czy śledzisz polską ligę?

Czasami w internecie, ale głównie skróty i wyniki.

Na koniec powiedz czy de Graafschap się utrzyma? Kto będzie mistrzem Holandii?

Mistrzem na pewno będzie Ajax Amsterdam! Na temat de Graafschap trudno się wypowiedzieć. 2 maja graja z Excelsiorem Rotterdam kluczowy mecz. Jeśli wygrają to spotkanie to na pewno nie spadną od razu, ale mecze barażowe w Holandii zawsze są ciekawe i zacięte. Sam nie wiem... Mam nadzieję, że się utrzymają, ale w piłce nic nie jest pewne!

Profil Piotra na portalu transfermarkt.de

środa, 18 kwietnia 2012

Schöne w Ajaksie!

Genero Zeefuik i Lasse Schöne (fot. gelderlander.nl)
Dawno nie byłem tak podekscytowany, gdy czytałem o transferze. Dzisiejszy dzień zdominowała wiadomość, której wyczekiwałem od dłuższego czasu. I wreszcie stało się! Dowiedziałem się, że do Ajaksu przechodzi piłkarz, którego uznawałem do tej pory za jednego z cichych bohaterów tego sezonu. Ofensywny pomocnik NEC Nijmegen, Lasse Schöne, od przyszłego sezonu będzie grał w Amsterdamie!

3-letni kontrakt jaki piłkarz urodzony w 1986 roku podpisał w stolicy Holandii sprawi, że w drugiej linii mistrza Holandii zrobi się tłoczno. O miejsce w składzie będą rywalizować Schöne, Theo Janssen i Christian Eriksen, a przecież drużyna młodzieżowa także ma sporo ciekawych nazwisk, jak choćby Mats Rits. Ciekawe co stanie się z wypożyczonym do Utrechtu Rodneyem Sneijderem? Jeśli wróciłby do Amsterdamu, a w drużynie pozostałby Eriksen, to młodszy brat Wesleya Sneijdera miałby pozycję tylko trochę lepszą niż przed opuszczeniem stolicy Holandii.

NEC staje się klubem, który dostarcza większym świetnych piłkarzy. Długo nie mogłem przeboleć odejścia Johna Goossensa do Feyenoordu, które stanie się faktem po zakończeniu sezonu. Wychowanek Ajaksu trafi do obozu odwiecznego wroga. To jego upatrywałem jako wzmocnienie drugiej linii Joden, ale młody Holender po poważnej kontuzji nieco przystopował. W dodatku po zakontraktowaniu przez Feyenoord ze zrozumiałych względów został odsunięty od pierwszego składu przez trenera Aleksa Pastoora.

 Schöne nie zrobił jeszcze wielkiej kariery w reprezentacji Danii (fot. dr.dk) 
Do tej pory nie rozumiem, dlaczego Ajax w zeszłym roku nie postawił wszystkiego na jedną kartę i nie sprowadził do siebie króla strzelców sezonu 2010/2011 Bjorna Vleminckxa. Belg wrócił do ojczyzny, furory w Club Brugges nie robi, a w Amsterdamie alternatywą dla Kolbeinna Sigthorssona jest otyły Dmitrij Bułykin lub... Siem de Jong. Teraz pozycję solidnego środkowego napastnika buduje w Nijmegen wypożyczony z PSV Genero Zeefuik, który po słabej rundzie jesiennej (0 bramek) wreszcie odblokował się i notuje ważne gole i asysty. Trudno będzie mu przebić się w Eindhoven, do Amsterdamu też raczej nie trafi.

Ajax zdobędzie zapewne w tym sezonie 31. w historii tytuł mistrza Holandii. Żeby podopieczni Franka de Boera mogli skutecznie powalczyć w europejskich pucharach muszą jednak wzmocnić skład. Trzeba brać też pod uwagę fakt, że na pewno odejdzie ktoś z trójki Jan Vertonghen, Eriksen, Gregory van der Wiel. Być może sprzedany zostanie cały tercet, a wtedy oprócz młodzieży, która z powodu plagi kontuzji miała okazję ogrywać się w meczach o stawkę w tym sezonie, włodarze Joden powinni postawić na wyróżniających się piłkarzy Eredivisie.  Kogo widziałbym w Ajaksie? kogo przewiduje na gorące nazwisko okresu transferowego? O tym napiszę już niebawem.

niedziela, 29 stycznia 2012

Klasyczny wstyd

Minę taką jak Jan Vertonghen (na zdjęciu obok, źródło: ad.nl) mógł mieć po dzisiejszym meczu każdy kibic Ajaksu. Wstyd i hańba, plus kompromitacja. O wszystkim tym pisałem dzisiaj dla iGola. Poniżej obszerna relacja. Wkrótce napiszę więcej, bo głowa mi pęka od myślenia nad beznadziejną sytuacją w Amsterdamie.

Wielki Feyenoord, malutki Ajax

Feyenoord Rotterdam zasłużenie pokonał Ajax w zaskakująco jednostronnym meczu na szczycie Eredivisie. Piłkarze z Amsterdamu po raz kolejny w tym sezonie zawiedli fanów. Ich katem był strzelec trzech bramek, John Guidetti.

Takie mecze to w Holandii piłkarskie święto. Już długo przed spotkaniem media prześcigały się w publikowaniu statystyk i ciekawostek dotyczących klasyku, czyli starcia Feyenorrdu z Ajaksem. W dniu meczu, już po ogłoszeniu składów na derby Holandii, okazało się, że trenerzy desygnowali do gry najmłodsze jedenastki od 24 lat. W Ajaksie od pierwszych minut zagrał m.in. nominalny rezerwowy, 21-letni Ricardo van Rhijn.

Pierwszy groźny atak wyprowadzili gospodarze. Niebezpieczeństwo pod bramką Kennetha Vermeera sprokurował wspominany wcześniej van Rhijn, który niedokładnie zagrywał wyprowadzając piłkę spod własnego pola karnego. W efekcie miejsce na strzał zza pola karnego znalazł John Guidetti. Napastnik wypożyczony z Manchesteru City oddał mocny strzał, ale nie sprawił kłopotów bramkarzowi Ajaksu. Szwed próbował raz jeszcze kilka minut później. Tym razem strzał oddawany był z drugiej strony pola karnego, ale ponownie Vermeer pewnie wyłapał piłkę.

W 15. minucie świetną akcję wyprowadził Vurnon Anita. Prawy obrońca gości przedryblował kilku rywali, podprowadził futbolówkę pod pole karne Muldera, ale kiedy pozostało mu już skierować piłkę do siatki, przegrał rywalizację z młodym bramkarzem Feyenoordu. Obrońcy Ajaksu byli aktywni w ofensywie. Ciekawą próbę zaskoczenia Muldera podjął kapitan mistrza Holandii, Jan Vertonghen. Uderzenie reprezentanta Belgii nie było jednak precyzyjne. Piłkarze Franka de Boera chwilę później zdobyli jednak bramkę. Walkę o piłkę w środkowej strefie wygrał Lorenzo Ebecilio, a to pozwoliło Ajaksowi wyprowadzić szybką kontrę. Piłka trafiła do Christiana Eriksena. Kiedy wydawało się, że Duńczyk zwleka z odegraniem do lepiej ustawionych partnerów, ten uderzył nie do obrony zza pola karnego. Piłka kopnięta lewą nogą wpadła do siatki obok bezradnego Muldera.

Feyenoord nie odstawał od Ajaksu poziomem gry, nic dziwnego więc, że od razu próbował wyrównać. Bliski szczęścia był w 20. minucie Guyon Fernandez, ale jego strzał fenomenalnie wybronił Vermeer. Chwilę później szansę na celny strzał głową miał Otman Bakkal, ale piłka minęła światło bramki Ajaksu. Nie udało się Feyenoordowi, a chwilę później Ajax mógł powiększyć prowadzenie. Po złym, za krótkim podaniu Miquela Neloma do Muldera, sam na sam z bramkarzem gospodarzy znalazł się Ebecilio. Skrzydłowy Ajaksu próbował mijać na pełnej szybkości rywala, ale lepszy okazał się golkiper Feyenoordu, który wygarnął futbolówkę spod nóg przeciwnika.

Na boisku działo się bardzo dużo, zagrożenie przenosiło się spod jednej bramki pod drugą. Ciekawa była sytuacja z 29. minuty. Najpierw Mulder wygrał wyścig po piłkę z Miralemem Sulejmanim, kilkanaście sekund później w polu karnym Ajaksu przewrócił się Guidetti. Arbiter Bjorn Kuipers zdecydował się podyktować rzut karnym, bo jego zdaniem interweniującym wślizgiem Vertonhgen faulował Szweda. Do wykonania jedenastki podszedł sam poszkodowany i pewnym, mocnym strzałem pod poprzeczkę doprowadził do remisu.

Po bramce dla gospodarzy Ajax spuścił z tonu. W 33. minucie van Rhijn musiał ratować się faulem, by zatrzymać szybką kontrę Feyenoordu. Powalony został Guidetti, obrońca Ajaksu obejrzał żółty kartonik, ale dzięki temu, że sędzia przerwał grę, pozostawiony bez opieki Bakkal nie wyszedł sam na sam z Vermeerem. Przed przerwą mistrzowie Holandii mieli szansę na odzyskanie prowadzenia. Najpierw zza pola karnego strzelał Theo Janssen, później celnie, ale wprost w ręce Muldera główkował Vertonghen. Niewykorzystane szanse zemściły się w 42. minucie. Po rzucie wolnym, który egzekwował Jordy Clasie, w dużym zamieszaniu największą przytomnością wykazał się Guidetti, który wepchnął piłke do siatki. Powtórki pokazały, ze skiksował van Rhijn, który nie trafił w piłkę próbując wybić ją z linii bramkowej.

Oniemiałego rywala mógł tuż przed końcem regulaminowego czasu gry pierwszej połowy dobić Fernandez. Po centrze z prawej strony, były piłkarz Excelsioru uderzał z powietrza, z pierwszej piłki. Strzał był mocny i precyzyjny, refleksem popisał się jednak Vermeer, który na raty wybronił uderzenie napastnika Feyenoordu.

Ajax rozpoczął zgodnie z logiką, bardzo aktywnie w ofensywie. W wypadku przegranej najgroźniejsi rywale do mistrzowskiego tytułu mogliby uciec o kolejne punkty. Trener de Boer dał kredyt zaufania piłkarzom, którzy wybiegli na boisko od pierwszej minuty, mimo że kilku z nich ewidentnie nadawało się do zmiany. Pierwszą okazję bramkową dla gości stworzył jednak zawodnik, który w pierwszej połowie prezentował się przyzwoicie. Ebecilio zdecydował się na strzał zza pola karnego, ale z uderzeniem poradził sobie Mulder.

Po przeciwnej stronie, po dobrej centrze Rubena Schakena fatalnie głową spudłował Fernandez. Napastnik Feyenoordu szybko zapomniał o niepowodzeniu i w 49. minucie popisał się znakomitym podaniem do Bakkala. Fernandez skupił na sobie uwagę defensorów Ajaksu i kiedy wydawało się, że będzie próbował uderzać zza szesnastki, oddał futbolówkę Bakkalowi. Były piłkarz PSV spokojnie przymierzył i umieścił piłkę w bramce Vermeera. Ajax potrzebował cudu, by odmienić losy meczu.

Piłkarze Ajaksu sprawiali wrażenie stłamszonych. Aż prosiło się o przeprowadzenie zmian, które mogłyby wnieść ożywienie w szeregi mistrza Holandii, ale, nie pierwszy raz w tym sezonie, trener de Boer zupełnie niezrozumiale z nimi zwlekał. W 57. minucie Ajax mógł zdobyć kontaktową bramkę po błędzie w linii pomocy. Przypadkowo odbita piłka trafiła do wracającego z pola karnego Feyenoordu Janssena. Były piłkarz Twente zdecydował się na natychmiastowy strzał z woleja, ale został w ostatnim momencie przyblokowany i Mulder z łatwością złapał futbolówkę.

Szkoleniowiec ekipy z Amsterdamu obudził się dopiero w 64. minucie. Na boisko powędrowali zawodnicy ofensywni, Davy Klaassen i Nicolas Lodeiro. Dlaczego jednak z murawy przywołano Eyonga Enoha? W jaki sposób de Boer chciał zorganizować odbiór piłki w środkowej strefie ściągając z boiska Kameruńczyka? Być może liczył na Janssena, który na pewno nie ucieszył się widząc decyzję de Boera. Tego ostatniego można pochwalić tylko i wyłącznie za ściągnięcie kompletnie niewidocznego Sulejmaniego. Choć można było odnieść wrażenie, że do tej zmiany potrzebny był uraz Serba.

Feyenoord nie kwapił się do ataków, ale Ajax nawet w sytuacji, gdy mógł długo rozgrywać piłkę nie mógł złapać rytmu gry. Wydarzenia na boisku nie porywały, sytuację próbował ratować w 69. minucie Fernandez, który wdał się w przepychankę z piłkarzami Ajaksu, gdy ci wahali się czy wybić piłkę na aut. Na murawie leżał wtedy zerkający kątem oka na sytuację boiskową Clasie. Fernandez do asysty dołożył żółtą kartkę, Clasie zarobił kilkadziesiąt sekund, więc wszyscy w miejscowej ekipie byli zadowoleni.

Trener de Boer dawał kolejne dowody, że desperacji mu nie brakuje w odróżnieniu od wiedzy taktycznej. Boisko opuścił Janssen, którego zmienił wyjątkowo pechowy dla Ajaksu Dmitrij Bułykin. Takie zagrania nawet w komputerowych menedżerach piłkarskich raczej się nie sprawdzają. Może Frank chciał dać swoim szefom na tacy pretekst do zwolnienia? Skórę trenerowi starał się ratować Bułykin. W 80. minucie Rosjanin pokazał Mulderowi, że nie lubi zabaw w drybling i bezlitośnie wykorzystał moment zawahania golkipera Feyenoordu. Kuriozalna bramka wprowadziła dodatkowe emocje, to jednak nie była zasługa Ajaksu, raczej prezent ze strony Feyenoordu. Może Mulder zapatrzył się na Vermeera?

Słabość Ajaksu i taktyczne nieuctwo de Boera obnażył w 83. minucie Guidetti. Feyenoord wykorzystał ogromne odległości między formacjami rywala i wyprowadził zabójczą kontrę. Z prawej strony świetnie dogrywał Kamohelo Mokotjo, a idol kibiców Feyenoordu bez problemu skierował piłkę do siatki Vermeera. Dwubramkowa przewaga gospodarzy w żaden sposób nie oddawała różnicy w poziomie gry obu drużyn. Gdyby piłkarze Ronalda Koemana dysponowali większym doświadczeniem mogliby dzisiaj ośmieszyć Ajax.

środa, 18 stycznia 2012

Mourinho, zaryzykuj!

W ostatniej chwili postanowiłem podzielić się swoimi wątpliwościami co do decyzji personalnych Jose Mourinho (na zdjęciu obok, źródło: soccer-magazine.com) w ostatnich tygodniach. Ci, którzy widzieli ostatnie występy Realu doskonale wiedzą, którzy piłkarze są dalecy od optymalnej dyspozycji. Analizując tylko i wyłącznie skład, na który konsekwentnie stawia Mou trudno byłoby to ustalić.

Cztery mecze Realu Madryt w 2012 roku (2 pucharowe z Malagą, 2 ligowe z Granadą w Madrycie i wyjazdowy z Mallorką), które szczęśliwym trafem miałem okazję oglądać, nie mogą napawać optymizmem kibiców Realu. Mimo że Barcelona również nie gra na najwyższych obrotach, to wydaje się być zdecydowanym faworytem pierwszego starcia ćwierćfinału Copa del Rey, które już za nieco ponad 3 godziny rozpocznie się na Santiago Bernabeu.

Za drużyną Guardioli przemawia nie tylko świetny bilans pojedynków z Realem w ostatnich latach, o którym na swoim blogu pisze Dariusz Wołowski. Barcelona ciągle jest drużyną lepszą, do tego przystąpi do spotkania z psychologiczną przewagą zwycięstwa w ostatnim bezpośrednim starciu. Piłkarzem, który w dzisiejszym meczu jest w stanie robić różnicę między dwoma zespołami teoretycznie najlepszymi na świecie jest Alexis Sanchez. To właśnie Chilijczyk, a nie Leo Messi jest według mnie elementem w układance Guardioli, który może przeważyć szalę na stronę Katalończyków. Tak było już w pierwszym ligowym starciu, kiedy były piłkarz Udinese dał swoim kolegom sygnał do ataku zdobywając wyrównującą bramkę w momencie kiedy zdecydowaną przewagę na boisku miał Real. Sanchez z marszu wpasował się w specyficzną filozofię gry mistrza Hiszpanii i w tej chwili pracuje na miano najlepszego transferu Barcelony ostatnich lat. Fabregasa nie liczę, bo jego przyjście traktuję raczej jak powrót z wypożyczenia.

Jak musi zachować się Jose Mourinho, by wreszcie pokonać Barcelonę? W hiszpańskich mediach w ostatnich dniach trwała dyskusja nad taktyką, jaką obierze Portugalczyk na dzisiejszy mecz. Posłużę się tłumaczeniem artykułu madryckiej Marki za polską stroną realmadrid.pl:

1. Roberto Palomar: Casillas - Lass, Pepe, Ramos, Coentrão - Di María, Özil, Alonso, Marcelo - Higuaín i Benzema.

Styl Valdano Patrząc na wątpliwą formę Ronaldo i jego słabość w starciach z Barceloną, lepiej posadzić go na ławce i wpuścić później. Drużyna ofensywna i zrównoważona.

2. Juan Gallardo: Casillas - Lass, Varane, Ramos, Marcelo - Di María, Pepe, Xabi, Coentrão - Cristiano i Benzema.

Z Pepe w środku Ustawienie gwarantuje szybkość na skrzydłach dzięki Lassowi, Coentrão, Di Maríi i Marcelo. Siła i pressing w środku dzięki Pepe i najlepszy Real z ostatniego maratonu Klasyków. Z przodu Cristiano i Benzema, czyli szybkość, błyskotliwość i bramki.

3. José Vicente Herráez: Casillas - Ramos, Varane, Pepe - Lass, Xabi, Marcelo - Di María, Özil, Cristiano - Benzema.

Styl Toshacka Trzech stoperów z Varane'em w środku. Alonso eskortowany przez Lassa i Marcelo. Trzech mediapuntów. Z przodu Benzema poruszający się po całej linii ataku.

4. Enrique Ortego: Casillas - Lass, Pepe, Ramos, Marcelo - Di María, Xabi, Coentrão - Özil - Cristiano i Benzema.

Di María w środku Real Madryt musi mieć trzech graczy w środku pola. Di María ma tego ducha poświęcenia, żeby walczyć w pomocy. Jeśli Argentyńczyk się nie wyrobi, przesunąłbym Lassa do środka, a na bok obrony dałbym Albiola lub Varane'a.

5. Miguel Serrano: Casillas - Coentrão, Pepe, Ramos - Lass, Xabi, Marcelo, Özil - Di María, Benzema i Higuaín.

3-4-3 bez Kaki i Cristiano Szybcy obrońcy, przed nimi Alonso współpracujący z Lassem i Marcelo. Na bokach Benzema i Fideo. Z przodu Higuaín jako czysta "9".

6. Juan Ochoa: Casillas - Lass, Ramos, Varane, Marcelo - Di María, Pepe, Xabi, Cristiano - Benzema i Higuaín.

Pepe w pomocy "Formuła Pepego" była kluczowa w finale Pucharu Króla. Portugalczyk podwoił wydajność defensywy i zastraszył rywala. Varane pokryłby jego pozycję w obronie. Z przodu Higuaín na szpicy i podłączony Benzema. Na bokach Di María i Cristiano.

7. Juan Carlos Díaz: Casillas - Altıntop, Pepe, Albiol, Coentrão - Di María, Xabi, Lass, Granero - Kaká i Higuaín.

Rotacja podstawowych graczy Mou naciska, że kluczowa jest Liga, więc stosujmy rotację i dajmy niektórym odpocząć. Jeśli zadziała, perfekcyjnie. Jeśli nie, trudno. Zawsze zostanie rewanż.

8. Ulises Sánchez-Flor: Casillas - Lass, Pepe, Ramos, Coentrão - Di María, Xabi, Marcelo - Higuaín, Cristiano i Benzema.

Marcelo z Xabim Marcelo wędruje do środka pola przed Coentrão. Di María uzupełnia tridente w środku. Trójkąt wysokiego pressingu. Z przodu trzech napastników.

9. Hugo Cerezo: Casillas - Carvajal, Pepe, Ramos, Marcelo - Lass, Xabi, Coentrão - Di María, Benzema i Cristiano.

Trzech środkowych pomocników Trójka graczy w drugiej linii to klucz do zatrzymania Barcelony. Bez Khediry to Coentrão gwarantuje bieganie, pressing, walkę i wejście do ataku. Na prawej obronie Carvajal. Żaden eksperyment, to pewny wychowanek.

10. Luis Calderón: Casillas - Pepe, Ramos, Coentrão - Di María, Xabi, Lass, Marcelo, Özil - Cristiano i Benzema.

Zagęścić środek Barcelona nie ma wielu ludzi z przodu, przechodzi wieloma zawodnikami do ataku. Dlatego w obronie trójka stoperów i dwóch pełnych skrzydłowych, którzy uzupełniają pomoc złożoną z piątki piłkarzy. Z przodu szybkość i siła ataku w postaci Cristiano i Benzemy.

Moje spostrzeżenia są nieco kontrowersyjne, ale nie boję się ich przedstawić. Największym złem, jakie Mourinho może zrobić (i zapewne zrobi) zespołowi z Madrytu jest wystawienie w pierwszym składzie Cristiano Ronaldo. Portugalczyk jest w 2012 roku cieniem samego siebie. Wydaje się, że męczy go gra od pierwszej do ostatniej minuty w każdym spotkaniu. Kompletnie nie wychodzą mu rzuty wolne, a z jego rajdami skrzydłem bez problemu radzili sobie nawet obrońcy Granady. Szkoda, że nie dostał wolnego w którymś z poprzednich spotkań. Wtedy szansa na jego dobrą grę dzisiaj byłaby dużo większa.

Kolejnym piłkarzem, który gra dużo słabiej, niż go na to stać, jest Marcelo (zdjęcie poniżej, źródło: goal.com). O postawie Brazylijczyka w grze defensywnej mam bardzo złe zdanie od dawna, ale co gorsza lewy obrońca ekipy Mourinho w ostatnich tygodniach gra słabo również w ofensywie, a to w przeszłości raczej mu się nie zdarzało.
Moje warianty składu:

1. Optymalny: Casillas - Lass, Ramos, Pepe, Coentrao - Xabi Alonso, Oezil, Marcelo - Callejon, Higuain, Benzema.

Z jednej strony chciałbym oglądać Pepe w środkowej linii, bo pamiętam, jak perfekcyjnie wyłączył z gry Xaviego w spotkaniu finału Copa del Rey. Z drugiej wiem, że mniejszym złem, byłoby wystawienie reprezentanta Portugalii w obronie, której jest naturalnym liderem, a na boku postawienie na pewniejszego w defensywie Coentrao. Wtedy w drugiej linii mógłby poszaleć Marcelo. Oglądanie fatalnie ustawiającego się przy atakach przeciwnika Brazylijczyka na lewej obronie to największy horror, jaki dziś mógłby zafundować mi Mourinho. Cristiano Ronaldo mógłby pojawić się na boisku ok. 60 minuty, by wykorzystując zmęczenie rywala dobić Barcelonę lub odwrócić niekorzystny rezultat.

2. Optymistyczny: Casillas - Lass, Ramos, Varane, Coentrao - Pepe, Xabi Alonso, Oezil - Di Maria, Higuain, Benzema.

Znów bez Cristiano, tym razem w ogóle bez Marcelo. Największą niewiadomą byłaby postawa Varane. Młody Francuz pokazał już w tym sezonie, że talent ma nieprzeciętny. Barcelona może jednak boleśnie sprowadzić go na ziemię. W linii ataku, na prawym skrzydle mógłby wykazać się Angel Di Maria. Argentyńczyk wygrywał z łatwością pojedynki biegowe z piłkarzami Barcelony już w pierwszym ligowym spotkaniu. Wtedy brakowało mu szczęścia. Dziś Bernabeu liczy na niego jeszcze bardziej zdecydowanie.

Skład Realu wg Marki (źródło: realmadrid.pl): Casillas - Coentrao, Ramos, Pepe, Marcelo - Lass, Xabi Alonso, Kaka - Callejon, Higuain, Cristiano.

Skład Realu wg Sportu (źródło: fcbarca.com): Casillas - Lass, Albiol, Ramos, Marcelo - Pepe, Xabi Alonso, Coentrao - Oezil, Benzema, Cristiano.

wtorek, 10 stycznia 2012

Partizan 5.0?

Partizan szkoli dla Europy

W T-Mobile Ekstraklasie i Lidze Europy (sic!) furorę robi ostatnio były gracz Partizana, Miroslav Radović (49 ligowych występów i 8 goli w czarno-białych barwach). W lidze polskiej grają także byli piłkarze tej drużyny Aleksandar Vuković w Koronie, Ivica Iliev i Marko Jovanović w Wiśle. Piłkarska frakcja Grobari w naszym kraju jest dość pokaźna. O czym to świadczy? O masowym eksporcie graczy z ekipy aktualnego mistrza Serbii. Mimo sprzedaży większości piłkarzy podstawowego składu w ostatnich latach, Partizan zdołał cztery razy z rzędu sięgnąć po tytuł mistrzowski w Serbii, w tym trzy razy po podwójną koronę. Statystyki te świadczą o dobrej robocie ludzi zatrudnionych przy szkółce piłkarskiej i skautingu.

Już na półmetku sezonu kibice Partizana mogą powoli szykować się do świętowania kolejnego tytułu. Ekipa z ulicy Humskiej zdecydowanie prowadzi w lidze (10 punktów przewagi), a najgroźniejszy z kontrkandydatów do tytułu, odwieczny rywal z sąsiedniej ulicy, Crvena Zvezda, otwarcie zapowiada przebudowę drużyny, czyli niejako spisuje na straty trwający sezon. Skauci zachodnich ekip od długiego czasu nękają włodarzy Partizana ofertami za najzdolniejszych piłkarzy z obecnej drużyny. Belgradzcy działacze wiedzą jak robić interesy, więc nie podpalają się jeszcze. W ostatnich latach z Partizana za całkiem przyzwoite pieniądze odchodzili tacy piłkarze jak Cleo (obecnie w Guangzhou) Adem Ljajić, Stevan Jovetić (obaj Fiorentina), Zoran Tošić (CSKA Moskwa), Stefan Savić (Manchester City) czy Radosav Petrović (Blackburn Rovers). Przytaczałem już kilka razy przykład Matii Nastasicia, który odszedł za 2 miliony euro do Fiorentiny nie mając na koncie ani jednego ligowego meczu w pierwszej ekipie Partizana. Eksplozja talentów w szkółce Partizana, która rozpoczęła się kilka lat temu i trwa nadal może doprowadzić do zmiany układu sił w serbskiej piłce na poziomie reprezentacyjnym. Obecnie największe gwiazdy, najbardziej znane nazwiska, to piłkarze raczej związani z Crveną Zvezdą. W klubie z Marakany grali w końcu i Dejan Stanković i Nemanja Vidić (ten ostatnio z reprezentacji zrezygnował). Oprócz nich biało-czerwoną koszulkę ubierali w przeszłości Marko Pantelić, Nikola Žigić czy Nenad Milijaš. Partizan w kadrze to raczej melodia przyszłości. Na razie głównie pod znakiem Zorana Tošicia i Miralema Sulejmaniego, choć ten ostatni regularnych powołań wcale nie otrzymuje. Danko Lazović, były napastnik Partizana z kadry ostatnio zrezygnował.

Zakulisowe gierki

Co ciekawe dobra gra Partizana ma arcyciekawe tło w postaci rozgrywek wśród działaczy. Konflikty na najwyższym szczeblu skończyły się zwolnieniem byłego zawodnika Partizana, Mladena Krstajicia, który ostatnio pełnił funkcję dyrektora sportowego klubu. Prezes Dragan Đurić ma przeciwko sobie dużą część kibiców, która wspierała w sporze Krstajicia. Były piłkarz Schalke we wspaniałomyślnym geście odmówił przyjęcia niemałych pieniędzy w ramach odszkodowania za zerwanie obowiązującego kontraktu. Ponoć pracował z miłości do klubów. Jeśli nawet nie, to przynajmniej wiedział, co najbardziej kochają fani. Wszystko rozgrywa się na łamach mediów, doszło nawet do sytuacji, że Krstajić, który nie otrzymał oficjalnego wypowiedzenia umowy stawił się do pracy w tym samym czasie, co jego świeżo nominowany następca!

Zamieszanie z dyrektorem to nie koniec szopek wśród działaczy. Długo trwało też zamieszanie wokół trenera Aleksandara Stanojevicia. Szkoleniowiec w końcu został że w klubie, długo uspokajano medialny szum, wokół jego osoby. Prorokowanie zwolnienia ojca awansu Partizana do Ligi Mistrzów w ubiegłym sezonie nie było kaczką dziennikarską. Nieoczekiwanie Stanojević został na lodzie, a na jego następcę namaszczono nie byle kogo, bo Avrama Granta. Zdobyciu mistrzostwa to raczej nie przeszkodzi, pytanie, jak rzeczywiście traktowany był przez szefostwo Stanojević? Jakie były prawdziwe powody, dla których go zwolniono? Bo zarzucanie mu słabych wyników w europejskich pucharach, przy jednoczesnym regularnym rozsprzedawaniem drużyn jest kompletnym nonsensem.

W drużynie obecnego lidera Jelen Superligi nie brakuje zawodników z ogromnym potencjałem. Trzon ekipy stanowią doświadczeni Saša Ilić, Zvonimir Vukić i Vladimir Stojković. Obok starszych kolegów błyszczy były piłkarz Feyenoordu, Stefan Babović (na zdjęciu poniżej, źródło: voetbalplus.nl). Babović, uniwersalny ofensywny pomocnik mógłby być idealnym wzmocnieniem dla drużyn polskiej czołówki ligowej. Talentem daleko wybiega poza poziom naszej ekstraklasy. Nie udało mu się do końca w Eredivisie, gdzie wsławił się czerwoną kartką w Klasyku przeciwko Ajaksowi. Skautom Lecha, Wisły czy Legii można go polecać w ciemno.

Niebieski Marković?

Faworytem do spektakularnego transferu wśród piłkarzy obecnej drużyny jest jednak Lazar Marković (na górnym zdjęciu, żródło: nadlanu.com). Napastnik, który dopiero w marcu osiągnie pełnoletność to wielkie odkrycie tego sezonu nie tylko w Serbii, ale na skalę całego kontynentu. Charakterystyką gry wydaje się pasować jak ulał do Arsenalu, może nawet i do Barcelony, ale faworytem do jego pozyskania jest londyńska Chelsea.

Marković zajmował już stanowisko w sprawie transferu. Młodzian jest gotowy wyjechać, a Partizan może nie być w stanie długo opierać się kilkunastomilionowej ofercie, która zapewniłaby zysk pokrywający w zasadzie roczny budżet klubu. Pytanie, czy Marković powtórzyłby raczej losy Sulejmaniego, czy Joveticia? Obaj odchodzili w młodym wieku, obaj do dzisiaj mają głośne nazwiska. Sulejmani ciągle zmaga się jednak z łatką kilkunastomilionowego transferu (ale nie z Partizana, Sulejmani najpierw przeszedł do SC Heerenveen), Jovetić jest sercem i płucami Fiorentiny i reprezentacji Czarnogóry. A może Marković podąży tropem Tošicia, który po transferze do wielkiego Manchesteru United wkomponował się nieźle w regularnie grający w Lidze Mistrzów moskiewski CSKA?